Jadwiga Łopata

Zastanawiam się od dłuższego czasu w jaki sposób skutecznie przekazać właścicielom małych gospodarstw rolnych, że właśnie teraz stoją przed bardzo dużą szansą, której wykorzystanie wpłynie na wzmocnienie sytuacji ekonomiczno-socjalnej ich gospodarstw. W dodatku nie zależy to od Wójta, Rady, Ministra, czy Premiera. Wszystko zależy od samych gospodarzy, ich inicjatywy, zaangażowania i docenienia wartości których są właścicielami. Jeśli tego nie zrobimy (też jestem właścicielką małego gospodarstwa) to będziemy rozliczani przez przyszłe pokolenia dlaczego dopuściliśmy do zniszczenia polskiej tradycji, kultury, wiejskiego krajobrazu i dobrowolnie poddaliśmy się kolonizacji Unii Europejskiej i innym międzynarodowym organizacjom.

Na podstawie moich obserwacji podczas wędrówek w krajach Europy Zachodniej i USA stwierdzam, że generalnie polskie wsie są bogate. Jest to stwierdzenie szokujące, ponieważ przez wiele lat wmawiano nam, że są biedne i zacofane, że trzeba je modernizować, chemizować, umiastowić. Propaganda jest tak silna, że uwierzyliśmy w to zapominając, że to my mieszkamy w tych wsiach, a obce nam idee są głoszone przez małą, ale bardzo wpływową grupę ludzi interesu. Dlaczego tak się dzieje? Po prostu nasze interesy są różne.

Za ideą zredukowania w Polsce liczby rodzinnych gospodarstw rolnych i stworzenia wielkich chemiczno-przemysłowych farm stoją np. międzynarodowe korporacje, które chcą po prostu zrobić dobry interes i sprzedawać polskim rolnikom ich nasiona, nawozy, pestycydy i maszyny.

Drugą grupą mocno propagującą ideę wymazania z mapy Polski ponad 1 mln. Małych i średnich gospodarstw rolnych są politycy (zresztą już przedszkolaki wiedzą, że obie te grupy są powiązane). Dlaczego? Kieruje nimi np. obawa, że produkty polskiego rolnictwa są/mogą być zbyt konkurencyjne dla Zachodu i USA. Mamy w Polsce około 2 mln gospodarstw rodzinnych, z tego ponad 60% małych. Gospodarstwa te nigdy nie używały zbyt dużo chemii, ziemie nie są zniszczone, rolnicy mają dużo wiedzy i chcą pracować. Łatwo wyobrazić sobie, że przy odrobinie pomocy i realizacji świadomej polityki ze strony państwa wspierającej rodzinne gospodarstwa, (załóżmy) połowa tych gospodarstw przejdzie na produkcję metodami ekologicznymi. Spowoduje to rewolucję na europejskim rynku rolnym (proces przestawiania gospodarstw w Polsce trwa 2 lata, w krajach tzw. bogatych do 10 lat). Towary od Polskich rolników będą lepsze i tańsze. Polska może być spichlerzem żywności eko dla Europy. Takiego konkurenta najlepiej wyeliminować zanim zacznie działać.

Mówiąc o konieczności zredukowania liczby małych gospodarstw w Polsce, oraz modernizacji i chemizacji tych wielkich nie mówi się o konsekwencjach takich jak: skażenia środowiska (z którymi nie mogą sobie poradzić nawet bogate kraje), zubożenie krajobrazu, zubożenie świata roślin i zwierząt, zniszczenie tradycji i kultury wsi, wreszcie fali ogromnego bezrobocia i bardziej schorowanego społeczeństwa.

Co będą robić rolnicy pozbawieni swoich warsztatów pracy? Gdzie znajdą zatrudnienie? Czy potrafią żyć w przetłoczonych miastach? Czy będzie tam dla nich miejsce?

Jest wiele powodów, dlaczego polskie wsie są bogate. Są one tak oczywiste, że przestaliśmy je dostrzegać i doceniać…a właśnie bogate kraje to widzą. Po pierwsze rolnicy są właścicielami swoich gospodarstw, a nie banki jak to ma wielokrotnie miejsce w Europie Zachodniej czy USA. Tak więc to gospodarze będą decydować co i jak produkować, a nie urzędnik z Unii Europejskiej czy bankowiec. Po drugie większość gospodarstw ma nieskażone ziemie i może łatwo zacząć produkować ekologicznie dostarczając konsumentom najwyższej jakości żywność i uzyskując godziwą cenę. (W konkurencji z krajami Unii mamy szansę sprzedawać tylko żywność ekologiczną). Po trzecie tradycyjne metody gospodarowania są bardzo dobre i cenione w tzw. krajach bogatych. Można to dobrze sprzedać; mogą się od nas uczyć. Po czwarte to właśnie dzięki dużej liczbie małych gospodarstw, wiejskie krajobrazy są piękne i przyciągają turystów. Jest bogactwo roślin i zwierząt. Istnieje duża szansa rozwoju ekoturystyki na bazie gospodarstw, co stworzy dodatkowe źródło dochodu. Po piąte. Mamy dobre, jeszcze przedwojenne tradycje owocnej współpracy i wzajemnej, lokalnej pomocy. Należy do tego wrócić. Mamy również niezwykle piękne i bogate tradycje przekazywane nam przez pokolenia. Jest naszym obowiązkiem je zachować dla przyszłych pokoleń.

Wszystko co mamy to wartości, których nie można kupić. Największe pieniądze nie przywrócą ich jeśli je stracimy. Europa Zachodnia i USA w szalonym, materialistycznym pędzie zniszczyły prawie wszystkie te wartości. I dlatego ich wioski są biedne. Są monotonne, monokulturowe, mają zniszczone gleby i pola pełne upraw GMO.

Pamiętajmy, że autostradę, linię telefoniczną, supermarket można zbudować w ciągu jednego roku, ale trzeba czekać np. pięćdziesiąt lat aby wyrosło duże drzewo.

Nie dajmy się zwariować. Importując bezkrytycznie obce wzorce należy pamiętać, że cała rzecz nie ogranicza się jedynie do sfery ekonomii. W ślad za tym musi też iść zmiana w sposobie myślenia, rzadko z pozytywnymi rezultatami.

Pora abyśmy się poczuli gospodarzami na własnej ziemi, walczyli o swoje prawa, abyśmy dbali o wiano, które nam przekazano.