Mieszkamy na pięknej małopolskiej wsi, w Beskidach. Mamy różne zwierzęta: alpaki, owieczki, kaczusie, kota i psa. Nasz pies ma na imię Mitra (Mitra znaczy przyjaciel, opiekun wojowników). I właśnie z Mitrą przeżyliśmy zwyczaj wchodzenia w Nowy Rok z użyciem petard; godziny, które okazały się dla nas wszystkich horrorem…

Mitra mieszka w altance przy drzwiach domu. Jest zwykle pełen energii ( to border coli) i wesoły. Jednak w ostatni dzień roku przeżył szok (podobnie jak wiele tysięcy/milionów innych psów, innych zwierząt i ptaków).

Już około 22:00 niektórzy sąsiedzi rozpoczęli „świętowanie” roku strzelając fajerwerki, czyli głośne smrody zanieczyszczające powietrze.

Przerażony Mitra uciekł do domu  i trząsł się ze strachu…Ale w domu też nie było łatwo. Huk słuchać było wszędzie i nie było przed nim ucieczki. Około północy musiałam trzymać mu łapkę, masować serce i zasłaniać oczy…to było okropne. I myślę o milionach innych żywych Istot, które doznały podobnego stanu z powodu ludzkiej głupoty.

Czy musimy tak agresywnie i bezmyślnie „świętować”? Robimy sobie ‘przyjemność’ zapominając o tych, którzy właśnie z tego powodu przeżywają traumy. To są żywe, czujące istoty. Życie bez nich byłoby szokująco nudne…a jednak zapominamy o nich.

A co z powietrzem, które i tak jest już bardzo kiepskiej jakości? Tym powietrzem oddychają też nasze ukochane dzieci…o nich też nie dbamy? To powietrze jest powodem wielu chorób, cierpień i wczesnych śmierci. Czy musimy pogarszać jego jakość witając Nowy Rok?

Ludzie jako myślące i inteligentne Istoty stworzone na podobieństwo Boga muszą odpowiednio opiekować się i troszczyć o inne żywe Istoty i cały ten cudowny świat stworzony przez Boga/Najwyższą Istotę/Najwyższą Świadomość.

Mam nadzieję, że pomyślicie nad tym wszystkim i kolejny Nowy Rok powitamy wszyscy godnie.

Zakładam też, że całkowite wyjście z tej taniej, niezdrowej i niebezpiecznej „rozrywki” jest bliżej niż dalej…

Jadwiga Łopata